• Strona główna
  • Gabinet
  • Zespół
  • Usługi
  • Duchowość
  • Foto
  • Kontakt
  • Świadectwo - Program formacji ludzkiej "Ku dojrzałości osobowej" 2016/17

    W Zgromadzeniu jestem 25 lat, po ślubach wieczystych 16. Ostatnich kilka lat, to czas bardzo obfity w trudne, bolesne doświadczenia. Rok temu, dokładnie o tej porze wiedziałam, że za kilka miesięcy nie będzie mnie w Zgromadzeniu. Ta decyzja nie była dla mnie łatwa, ale konieczna, żeby znowu zacząć istnieć. Istnieć znaczy dla mnie móc wyrażać swoje myśli, uczucia, mieć swoje zdanie, istnieć – to mieć prawo do pomyłek, błędów, istnieć – to mieć prawo do szacunku, istnieć ….. Nie umiem żyć nie istniejąc.
    Szukałam pomocy u wielu mądrych osób, od niektórych usłyszałam, że muszę zmienić placówkę. Rok temu, po dwudziestu latach, zmieniłam placówkę. Kiedy przyjechałam do nowego domu, byłam wrakiem człowieka, decyzja Matki przyszła za późno.
    Bagaż tych ostatnich, bolesnych i trudnych ponad dziesięciu lat przywędrował ze mną. Myślałam o tym, żeby od razu wyjechać, miałam już jednak zobowiązania w nowej pracy, nie chciałam siostrom przysparzać problemów, żeby musiały w ostatniej chwili szukać kogoś na moje miejsce. Potrzebowałam też czasu, żeby samej oswoić się z myślą opuszczenia Zgromadzenia. Trwała we mnie walka, nie mogłam uwierzyć, że to spotkanie z Chrystusem, to doświadczenie Boga na długo przed wstąpieniem do Zgromadzenia, Jego zaproszenie do należenia tylko do Niego….. to wszystko było złudą, moim wymysłem. Wszystko we mnie płakało. Powtarzałam, że będę nadal tylko Chrystusa, ale nie tu.
    Na początku listopada Matka zaproponowała mi udział w Programie Rozwojowym. Byłam bardzo sceptycznie nastawiona. Nie chciałam już pomocy, za późno, a na pewno nie takiej pomocy. Głupio mi było od razu odmawiać, poprosiłam o kilka dni do przemyślenia.
     
    Na pierwszy zjazd przyjechałam z poczuciem przegranego życia, bez prawa do istnienia, bez siły do walki o siebie, o swoje powołanie. Pamiętam uczucie szklanej szyby, za którą znajdowało się to wszystko, co mnie niszczyło i ci , którzy do tego się przyczynili. Szyba nie dawała bezpieczeństwa, wręcz przeciwnie, świadomość, że to, co tam jest, będzie zawsze. Mijały kolejne dni pierwszego zjazdu, bezsens się wzmagał. Utwierdzałam się w przekonaniu, że aby istnieć, muszę odejść ze Zgromadzenia. Na zajęciach był czas na wyrażanie swojego zdania, swoich myśli. Daną sytuację widziałam inaczej niż wszyscy i to powiedziałam – nie zostałam zgaszona, nie usłyszałam, że inaczej – to źle. Był to dla mnie przełom. Wszystko, co było później działo się tak szybko… Czego doświadczyłam? Co zrozumiałam? Co się we mnie zadziało? Czego się nauczyłam? Czego Bóg dokonał? W czasie wszystkich spotkań Programu Rozwojowego - trudno zamknąć w słowach.
     
    Szalenie ważne jest, że Program, to nie realizowanie tematów, ale to spotkanie się z samą z sobą, z innymi, z Bogiem w tych tematach. W czasie Programu dokonywało się moje powstawanie z martwych. Ożyło we mnie prawo do istnienia, do bycia sobą, do pomyłek i upadków. Doświadczyłam, że moja zakonność nie jest oderwana od mojego człowieczeństwa, od mojej natury. Wręcz odwrotnie, Bóg powołał przed laty młodą dziewczynę, teraz kobietę z całym bogactwem i darem kobiecości i chce, aby tym cudem kobiecości Jemu służyć. Żeby ocalić powołanie, musiałam najpierw ocalić siebie jako Człowieka, bo łaska buduje na naturze. To dokonało się w czasie Programu.
    Pozostaje mi wdzięczność Bogu, Matce i Tobie Kochana Siostro Władziu.
     
    s. M. Izabela